Kilka inspiracji świątecznych.
poniedziałek, 31 października 2011
Cukierek albo psikus
Halloween - obchodzicie? My nie, ale od czasu do czasu lubimy pobawić się strasznymi, upiornymi gadżetami ;). Wycinanie dyni przynosi tak wielką frajdę, że wybieranie odpowiednich okazów stanie się chyba naszą małą jesienną tradycją. A po artystycznym wysiłku należy się coś słodkiego. Co powiecie na upiorne paluchy? Straszna, ale smaczne. I bardzo proste do wykonania.
Przygotujcie 200 g miękkiego masła, 3/4 szklanki cukru pudru, 1 jajko, aromat waniliowy, aromat migdałowy, 2 i 2/3 szklanki mąki, 1 łyżeczkę proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę soli, 3/4 szklanki obranych migdałów i do dzieła!
Z wszystkich składników poza migdałami wyrabiamy gładkie ciasto, owijamy folią, wstawiamy na 30 minut do lodówki. W międzyczasie migdały zalewamy wrzątkiem, zostawiamy na kilka minut, po czym obieramy ze skórki. Z ciasta formujemy paluchy (powinny być "cieńsze" od naturalnych ;)), nożem robimy rowki, na końcu każdego wciskamy migdał. Pieczemy w nagrzanym do 200 st C piekarniku przez 10 minut.
I gotowe!
niedziela, 3 lipca 2011
Turkusowe wakacje
Jedna z nowości, idealna na lato. W moim ulubionym ostatnio kolorze - delikatnym turkusowym. I do tego połączenie dwóch faktur - filcu i lawy wulkanicznej. Bardzo prosty komplet, ale bardzo efektowny. Na razie to unikat, z braku czasu nie powstały kolejne egzemplarze, ale mam ochotę na jego soczyście żółtą i jagodową wersję.
sobota, 2 lipca 2011
{Jarmark Rzemiosła i Rękodzieła w Będzinie}
W ubiegłą niedzielę nasze buziole i inne filcowe stwory miały okazję znaleźć nowych właścicieli podczas III Jarmarku Rzemiosła i Rękodzieła w Będzinie. A że miejsce urokliwe, to i filcowanki prezentowały się wyjątkowo malowniczo! Kto był wie, o czym mówię, kto nie miał okazji, niech żałuje ;). Ale buziola będzie można przygarnąć jeszcze nie raz, więc nic straconego :).Poniżej kilka migawek. Ku pamięci.
poniedziałek, 21 lutego 2011
Filcomania
Zwariowałam! Wciągnęło mnie na dobre. Przeglądam oferty sklepów, zgłębiam tajniki czesanek, kupuję... Efekty już wkrótce na blogu!
poniedziałek, 14 lutego 2011
Very cherry
Co prawda 14 luty już prawie za nami, to jednak poniższy komplet biżuterii pozostaje jeszcze mocno w klimacie walentynkowym, i to nie tylko z powodu koloru czerwonego. Powstał o 2 w nocy dzięki fantastycznej współpracy małżeńskiej ;) przy nieoczekiwanie trudnej akcji przewlekania sznurków przez koraliki i okazał się bardzo przyjemnym początkiem dnia. W nowym naszyjniku od razu milej się pracuje!
W planach kolejne komplety, a tymczasem zapraszam na very cherry macchiato, walentynkowe best of the best Coffee Heaven. Próbowaliście już?
piątek, 21 stycznia 2011
Nareszcie są!
Nareszcie są! Choć czekaliśmy bardzo długo i już zwątpiliśmy w to, że w ogóle do nas dotrą, wreszcie mamy je w swoich rękach. Niby nic skomplikowanego - przesłać paczkę zamówionych elementów, ale musieliśmy kilkakrotnie się dopominać, żeby zostały do nas wysłane. Teraz możemy ruszać naprzód. W weekend wypatrujcie więc informacji o pojawieniu się buzioli na Etsy.
Z ważnych informacji z tego tygodnia musimy jeszcze wspomnieć, że pełną parą ruszyły nasze przygotowania do Walentynek. Tak, wiemy, że jest jeszcze bardzo wcześnie, ale chcąc przygotować specjalnie dla was wyjątkowe i dopracowane produkty, musimy zacząć naprawdę wcześnie.
czwartek, 13 stycznia 2011
Obdaruj nieznajomego
Wszystko wydawało się już dopięte na ostatni guzik, tymczasem okazuje się, że niektóre sprawy nas zaskoczyły. Tworząc buziole wiedzieliśmy, że potrzebować będziemy elementów, które musimy po prostu kupić. Po zbadaniu dostępnych możliwości zdecydowaliśmy się na firmę z Łodzi, która miała to co potrzebowaliśmy w przystępnej cenie. Niestety, gdy już chcieliśmy kupować firma przestała odpowiadać na maile! Jutro ostatnia - telefoniczna już - próba skontaktowania się z naszymi niedoszłymi sprzedawcami. Jeśli i to nie pomoże będziemy musieli zacząć poszukiwania od nowa.
Najbardziej frustrujące jest to, że wstrzymało to naszą premierę na Etsy i cały czas nie możecie poznać naszych wyrobów. W międzyczasie jednak postanowiliśmy kogoś uszczęśliwić i obdarować. Pomysł wymyślony przez brukselską agencję komunikacji jest bardzo prosty. Wchodząc na przygotowaną stronę podajemy swoje dane i losujemy nieznaną nam osobę, której wysyłamy prezent. Ot, cała filozofia, ale jaka świetna zabawa! Dokładne wyjaśnienie znajdziecie w tym filmiku:
niedziela, 9 stycznia 2011
Tuż przed premierą
Jeszcze nie można ich przygarnąć, ale już są! Dziesięciu wspaniałych, czyli dziesięć tęczowych buzioli. Początkowo miały być po prostu buziakami, ale nie! Buziole brzmią bardziej łobuzersko, prawda?
Mała sesja zdjęciowa już za nami, teraz czas na imiona. Na razie mamy Presleya i Wujka Sama (zgadniecie który to?). Kolejne poznacie w dniu premiery i debiutu na etsy, a ta jeszcze w tym tygodniu!
Placek jabłkowy na niepogodę
Jaka jest pogoda za oknem każdy widzi. Choć w kalendarzu styczeń, pogoda raczej przypomina tą wczesnowiosenną - mokro, szaro i zupełnie nijako. Niestety taka aura sprawia, że i nasz poziom energii i zaangażowania spada. A że w czasie naszych przygotowań (o których w notce niżej) potrzebujemy mnóstwo zapału, musieliśmy się ratować.
Na ratunek przyszły niesamowicie pachnące, karminowe jabłka i przepis na placek z jabłkami Jamiego Olivera. Niezwykle kruche, pełne cytrynowego aromatu ciasto w połączeniu z miękkimi jabłkami z imbirem i cynamomen ukoi nawet największą zimową chandrę!
Placek jabłkowy (na podstawie Jamie Oliver w domu)
Ciasto kruche:
400 g mąki
70 g cukru
200 g zimnego masła
skórka starta z jednej cytryny
2 jajka
łyżka mleka
Należy przesiać mąkę z cukrem na stolnicę (my połączyliśmy składniki w misce) i dodać masło, rozcierając składniki w palcach. Kiedy będzie miało konsystencję kruszonki (coś w stylu mokrego piasku) można dodać skórkę z cytryny, jajka i mleko i szybko zagnieść ciasto. Chodzi o to by ciasto nie wyrabiać zbyt długo bo po upieczeniu nie będzie kruche tylko gumowate (Jamie radzi nawet zmoczyć ręce zimną wodą). Po zagnieceniu ciasto musi trafić do lodówki przynajmniej na pół godziny.
Placek:
10 małych jabłek (u nas trochę mało - możecie dać spokojnie 12-14)
50 g masła
60 gram cukru (w przypadku mało słodkich jabłek warto dać więcej)
1 płaska łyżeczka imbiru w proszku
1 jajko
1/2 łyżeczki cynamonu
Najpierw musimy przygotować jabłka. Oczywiście obieramy, kroimy, usuwamy gniazda nasienne. W rondelku rozpuszczamy masło z cukrem, wrzucamy jabłka i dodajemy imbir, dusimy pod przykryciem 15-20 minut. Po tym czasie odstawiamy do ostygnięcia. Ciasto dzielimy na dwie połowy. Należy je rozwałkować na placki o grubości 1 cm. Jednym wykładamy posmarowaną masłem formę do tarty (nasza miała 28 cm średnicy), drugi posłuży nam do przykrycia placka. Wystudzone jabłka należy przecedzić przez sito, i wyłożyć na ciasto, polać połową zachowanego soku. Teraz wystarczy już tylko posmarować brzegi ciasta rozmąconym jajkiem i nałożyć drugi placek, palcem mocno sklejając brzegi. Wierch ciasto trzeba jeszcze posmarować resztą jajka, posypać obficie cukrem i cynamonem. Piec ok godziny w
sobota, 8 stycznia 2011
No to zaczynamy!
Tak więc, chyba czas zacząć... Choć radość z wykonywania czegoś własnymi rękami towarzyszy nam od dzieciństwa to teraz, chcąc zaprezentować ją wam wszystkim trudno nie czuć tremy. O tym jak trudno wystartować napisano już wiele (tutaj znajdziecie prawie kompletną listę), jednak najważniejszy wniosek cały czas pozostaje bez zmian - największą przeszkodą jesteśmy dla siebie my sami. Nasz wewnętrzny krytyk ciągle powtarza - „Nie ma sensu”, „Nigdy nie będziesz tak dobry jak oni”, „Później się tym zajmę”, „Teraz nie mam czasu”. Pomimo to, przychodzi taki moment, gdy strach przed brakiem zmiany jest większy niż strach przed samą zmianą. Dla nas to właśnie ten moment.
Dlatego już za momencik możecie wypatrywać naszych kolorowych, szalonych buzioli. W tej chwili trwają jeszcze u nas gorączkowe przygotowania - dopieszczanie potworków, pakowanie, metkowanie. Całe zamieszanie poprzedzające le grande finale!


















